Kawa to więcej niż napój. To ludzie, emocje i historie, które zaczynają się przy filiżance. Magazyn Inspiracje powstał właśnie po to, by rozmawiać z osobami, które tworzą świat kawy od środka – nie tylko poprzez smak, ale także przez doświadczenia, relacje i pasję.
Kilka tygodni temu Ola Drzewiecka, Roasterka COFFEE PLANT, stanęła na podium Brewers Cup Poland 2026, zajmując 3. miejsce w Polsce. Spotykamy się, by porozmawiać o tym, jak wyglądają przygotowania do jednych z najważniejszych zawodów kawowych, dlaczego wybór kawy bywa trudniejszy niż sam występ na scenie i jaką rolę w całej tej historii odegrali ludzie.
Brewers Cup 2026 x Ola Drzewiecka
Patrycja Ogrodnik: Zacznijmy od początku. Dla wielu osób Brewers Cup brzmi dość tajemniczo. Czym właściwie są te zawody?
Ola Drzewiecka: To zawody dla osób zajmujących się kawą przelewową. W moim przypadku był to już czwarty start. Z boku może wyglądać to prosto – ktoś wychodzi na scenę i parzy kawę. W praktyce to tygodnie przygotowań, testów i pracy, której później praktycznie nie widać.
Patrycja: Wiele osób myśli, że Brewers Cup polega po prostu na zaparzeniu dobrej kawy. Tymczasem to chyba znacznie bardziej skomplikowane?
Ola: Zdecydowanie bardziej. Oczywiście kawa jest najważniejsza, ale oceniane jest wszystko, co dzieje się wokół niej. Mamy dziesięć minut na przygotowanie i zaprezentowanie kawy przed sędziami. W tym czasie musimy nie tylko zaparzyć ją najlepiej jak potrafimy, ale też opowiedzieć historię tej kawy, wyjaśnić nasze decyzje i pokazać, że rozumiemy każdy element procesu.
Patrycja: Co dokładnie oceniają sędziowie?
Ola: Są dwie główne części. Pierwsza dotyczy samej kawy. Oceniany jest aromat, smak, posmak, kwasowość, słodycz, mouthfeel i ogólne wrażenie. Ale nie chodzi wyłącznie o to, czy kawa jest dobra. Muszę bardzo precyzyjnie opisać to, co sędziowie za chwilę znajdą w filiżance. Jeśli mówię, że kawa ma nuty brzoskwini, kwiatów i miodu, a oni dostają coś zupełnie innego, tracę punkty.
To trochę jak egzamin z własnych zmysłów.
Patrycja: Czyli nie wystarczy mieć świetną kawę?
Ola: Absolutnie nie. Druga część oceny dotyczy zawodnika. Sędziowie oceniają sposób prezentacji, workflow, organizację stanowiska, technikę parzenia i to, czy wszystkie decyzje są logiczne oraz spójne. Jest też Head Judge, który skupia się wyłącznie na stronie technicznej. Sprawdza, czy wszystko wykonaliśmy poprawnie, czy przestrzegamy regulaminu i czy nasze działania są powtarzalne.
Patrycja: Brzmi trochę jak połączenie degustacji, prezentacji i występu scenicznego.
Ola: Właśnie tak. Każda rzecz ma znaczenie. Wybór kawy. Wody. Filtra. Młynka (choć tym razem akurat młynek był częścią narzuconą z góry) Receptury. Czarek. Nawet kolejność ruchów podczas prezentacji.
Później wychodzisz na scenę i przez dziesięć minut pokazujesz, dlaczego podjęłaś właśnie takie decyzje.
„Myślałam, że wiem, jaką kawę wybiorę. Jak zwykle skończyło się inaczej”
Patrycja: Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas przygotowań?
Ola: Szukanie kawy. Naprawdę. Wiele osób myśli, że największym wyzwaniem jest prezentacja albo sam start. Dla mnie najwięcej stresu zawsze wywołuje moment wyboru ziarna. Masz w głowie wizję tego, co chcesz pokazać na scenie, jak ma smakować kawa i jaką historię chcesz opowiedzieć. Potem okazuje się, że kawa, którą uwielbiasz prywatnie, niekoniecznie sprawdzi się na zawodach. Może być piękna, elegancka i smaczna, ale nie zdobędzie tylu punktów, ile potrzebujesz.
I wtedy trzeba odłożyć emocje na bok.
Patrycja: To trudne?
Ola: Bardzo. Bo zaczynasz kibicować jakiejś kawie. Chcesz, żeby to właśnie ona była tą wybraną. A później siadacie do cuppingów, robisz kolejne testy i dochodzisz do wniosku, że nie. Że trzeba szukać dalej.
W tym roku też tak było. Długo wydawało mi się, że wystartuję na czymś zupełnie innym, a ostatecznie skończyłam z blendem dwóch panamskich kaw.
Jedną była myta Panama z Los Lajones, drugą Panama Natural z Hacienda La Esmeralda. I szczerze? Bardzo się z tego cieszyłam, bo obie te farmy są dla mnie wyjątkowe. To miejsca, które od lat wyznaczają kierunek dla kaw konkursowych. Pionierzy, jeśli chodzi o panamskie specialty.
„Największą przewagą nie była kawa. Był Kir”
Patrycja: W tym roku miałaś jeszcze jedną nietypową sytuację. Ty i Kir startowaliście razem.
Ola: Tak. I to było naprawdę wyjątkowe. Na co dzień pracujemy razem w palarni, ale podczas Brewers Cup znaleźliśmy się w trochę innej roli. Oboje byliśmy zawodnikami. I myślę, że wiele osób z zewnątrz zakładałoby, że skoro startujemy w tych samych zawodach, to pojawia się rywalizacja.
A było dokładnie odwrotnie.

Patrycja: W jaki sposób?
Ola: My sobie pomagaliśmy od pierwszego do ostatniego dnia przygotowań. Testowaliśmy kawy, rozmawialiśmy o recepturach, analizowaliśmy palenia, wymienialiśmy się obserwacjami. Nigdy nie miałam poczucia, że muszę czegoś ukrywać albo że ktoś chce przede mną schować swoje pomysły. Wręcz przeciwnie. Miałam poczucie, że gramy do jednej bramki.
Patrycja: To chyba nie jest oczywiste w świecie zawodów.
Ola: Niekoniecznie, dlatego tak to doceniam. Zwłaszcza że Kir jest osobą, której bardzo ufam pod względem kawowym. Dwa lata temu myślałam, że już nigdy nie wystartuje, a tutaj niespodzianka. Co więcej, to właśnie Kir wypalił kawę na tegoroczne zawody. Bardzo cieszyło mnie to, że w tym roku mogliśmy być częścią jednej historii.
Bo moja prezentacja była o ludziach. I Kir był jedna z tych kluczowych dla mnie osób.
„Pracujesz normalnie, a zawody musisz wcisnąć pomiędzy życie”
Patrycja: W internecie widzimy efekt końcowy. Puchary, zdjęcie ze sceny, podium. Jak wygląda codzienność podczas przygotowań?
Ola: Bardzo mało widowiskowo. Wychodzę z domu o piątej rano. Trening. Praca. Wracam wieczorem. Czasem po pracy mam jeszcze inne obowiązki. I teraz wyobraź sobie, że do tego wszystkiego trzeba dołożyć przygotowania do zawodów.

To nie jest tak, że świat się zatrzymuje, bo startujesz w Brewers Cup. Większość zawodników normalnie pracuje. Trenujesz po godzinach, wieczorami, w weekendy. Siedzisz do 22:00 i powtarzasz prezentację. Robisz jedną próbę, drugą, trzecią. Potem kolejną. I tak codziennie.
„Najbardziej jarałam się różową czarką”
Patrycja: Muszę zapytać o różowe czarki.
Ola: Wiedziałam. Tak, to był jeden z moich ulubionych elementów całego startu. To były czarki od Ani z Nodi Studio. Piękne. Różowe. Zrobione specjalnie pod ten zawody. I wiem, że dla osób z zewnątrz brzmi to absurdalnie. „To tylko czarka”. Ale później siedzisz zmęczona po całym dniu treningów, patrzysz na nią i myślisz: „Kurczę, ale jest piękna”. I od razu robi się trochę lżej.
„Moja prezentacja nie była o kawie”
Patrycja: Przejdźmy do samej prezentacji. Bo mam wrażenie, że kawa była w niej punktem wyjścia do szerszej historii.
Ola: Tak naprawdę moja prezentacja była o ludziach. Bo ludzie są dla mnie najważniejszą częścią tej branży. Zawsze tak było. Kiedy pracowałam za barem w kawiarni, moją ulubioną częścią pracy nie była tylko kawa. Byli nią ludzie.
Goście, którzy wracali codziennie. Rozmowy. Relacje. Osoby, które przychodziły po kawę, a dziś są moimi przyjaciółmi. I tak samo było później.
Na plantacji w Peru poznałam ludzi, którzy pokazali mi, ile pracy stoi za każdym ziarnem.
W palarni pracuję z ludźmi, którzy pomagali mi przygotować się do zawodów.
Dlatego moja prezentacja była podzielona na trzy etapy: plantacja, palarnia i kawiarnia. Ale tak naprawdę na każdym z nich chodziło o ludzi.
„To był mój mental Brewers Team”
Patrycja: Kilka razy wspominałaś o swoich „ziomkach”.
Ola: Bo oni naprawdę byli częścią tego startu. Ja to nazywam swoim mental Brewers Team. Z każdym startem tych osób było więcej. Jedni słuchali prezentacji dziesiątki razy. Inni próbowali kawy. Jeszcze inni po prostu pisali wiadomość: „Jak tam? Lecimy?”.
Nie wszyscy są związani z kawą.
Niektórzy kompletnie nie rozumieją, po co robić zawody w parzeniu przelewów. Ale zawsze byli. Dlatego podczas prezentacji pokazałam ich zdjęcia. To miał być mój „Last Dance”. Chciałam zabrać ich ze sobą na scenę.
„Po raz pierwszy miałam poczucie, że opowiadam historię”
Patrycja: Co było dla Ciebie najważniejsze podczas tego startu?
Ola: Za pewno nie wynik. Naprawdę. Moim jedynym celem było zejść ze sceny z poczuciem, że dałam z siebie sto procent. W poprzednich latach byłam tak zestresowana, że schodziłam ze sceny i nie pamiętałam własnego występu. Tym razem było inaczej.

Po raz pierwszy miałam poczucie, że nie odtwarzam wyuczonego tekstu. Że naprawdę opowiadam historię. Byłam obecna na scenie, kontrolowałam sytuację. I szczerze? Chyba właśnie z tego jestem najbardziej dumna.
„Każdy się stresuje”
Patrycja: Trzecie miejsce w Polsce. Gratulacje raz jeszcze. Co powiedziałabyś osobom, które marzą o starcie, ale boją się zrobić pierwszy krok?
Ola: Że każdy się stresuje. Naprawdę każdy. Ja też się stresowałam. Bardzo. Ale zrozumiałam jedną rzecz — nie chodzi o to, żeby się nie bać. Chodzi o to, żeby mimo tego zrobić krok do przodu. Niektórym wychodzi za pierwszym razem. Innym za drugim. Jeszcze innym za czwartym.
Ale każda próba czegoś uczy.
I nawet jeśli coś nie wychodzi, to wiedza, doświadczenie i ludzie zostają z Tobą na zawsze. Dlatego warto próbować, bo czasem największą nagrodą nie jest puchar, tylko droga, którą przeszedłeś, żeby po niego sięgnąć.
FOT: SCA Poland
Sponsorzy tytularni Mistrzostw: Primulator Polska i Unroasted